poniedziałek, 3 listopada 2008

mdłości - c.d.

Dalej idzie jak po grudzie, a jedyna różnica jest taka, że teraz to już końcówka 4. rozdziału. Czyli zostało jeszcze trochę liczenia procentów, rysowania diagramów, zgrabne podsumowanie i można oddać wypociny do oprawy. Niestety, ta chwila chyba nie jest tak blisko, jak ze 2 tygodnie temu mi się wydawało...
Za to niepokojące objawy się nasilają. Nie mogę już patrzeć na papiery, które mam do opisania. Otwieraniu pliku z 4. rozdziałem towarzyszą mdłości i w ogóle głowa pęka od tego wszystkiego.
Nie chce mi się, mam już dość. Szczególnie, że osiągnięcie tytułu mgr niewiele może w moim życiu zmienić. Zawsze miałam problem z doprowadzaniem do końca długoterminowych spraw, ale tempo pisania tej pracy to już nawet mnie zadziwia.
Dobra, zaciskam zęby i może się uda skończyć w tym tygodniu...