Jak widać prowadzenie tego bloga idzie mi równie gładko jak pisanie pracy magisterskiej. ;) No cóż... Przebrnęłam właśnie przez najbardziej znienawidzony fragment, o JP2, czyli raczej nie moja bajka. Tak czy inaczej napisałam o tym 11 stron i basta! I do tego tak się cieszę, że skończyłam ten rzygogenny fragment, że aż postanowiłam coś na blogu napisać.
Oczywiście w tzw. międzyczasie (między pisaniem kolejnych fragmentów tych najdłuższych wypocin ever) zrobiłam sobie wakacje, a poza tym zajęłam się tysiącem różnych nie bardzo potrzebnych rzeczy. Jak na przykład zdobywaniem wizy amerykańskiej ;P
Poza tym remont łazienki i kuchni na Uniwersyteckiej ciągnie się w nieskończoność, a syf w mieszkaniu skutecznie zniechęca do robienia czegokolwiek.
To na razie tyle, wracam do brulionowych skandali z lat 90.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz