Ja tu powoli kończę 3. rozdział, a za oknem wielki pająk poluje. W każdym razie postanowił sobie posiedzieć na środku pajęczyny. Zauważyłam go, jak się popatrzyłam na okno, zastanawiając się, dlaczego ta stonka, co ma teraz wakacje, liczy po niemiecku skoki na skakance... Przez chwilę się bałam, że jestem w Opolu. Ale nie, to ciągle Mordor.
No więc kończę sobie ten 3. rozdział, w którym jak na razie głównymi bohaterami są Jerzy Pilch - Mistrz Ciętej Riposty i Klaun-Szyderca w jednej osobie (co chwila się zaśmiewam z jego recenzji...) oraz Gwido Zlatkes, który ma tak dziwne nazwisko, że ciągle chce mi się je przekręcić i napisać Zlateks. Mam chociaż nadzieję, że nie śmigał w lateksowych wdziankach. Bo wierszydła pisał dość dziwaczne, np. zamieścił w jednym taką metaforę nie-wiem-czego: Przeciągle, milkliwie pierdzimy... Że powtórzę za recenzentem: jak można milkliwie pierdzieć?? W innym zresztą stwierdził, że nie wolno mu już pisać. Szkoda, że nie posłuchał sam siebie. Albo i nie szkoda, bo MET nie napisałby recenzji i o czym ja bym pisała pracę?
A poza tym to się popsuł fotel taty i mnie teraz przechyla na lewo. Jak napiszę lewy rozdział, to będzie na kogo zwalić :P
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz